sobota, 30 lipca 2011

Zaczynamy...

Nie można powiedzieć że założyłam nowego bloga. Ani też że go reanimowałam. Adres wisi pusty w sieci już trochę czasu, ale zdarzyło mi się ostatnio przeczytać coś co skłoniło mnie do wyrzucania z siebie emocji i przemyśleń tutaj. Nie będę wnikać w szczegóły głównie dlatego, że nie chcę się demaskować. Napiszę tylko, że kilkadziesiąt wersów sprawiło że zachciało mi się wyć.

Ale chwilka. Dlaczego tutaj? Może dlatego że nie bardzo mam z kim rozmawiać o takich emocjach i przemyśleniach w realnym życiu. A może ja byłabym w stanie, ale nie trafiłam na żadną osobę która byłaby godna zaufania na tyle by dzielić się takimi rzeczami? Może ta osoba po prostu nie chciałaby tego wysłuchiwać?

Tak czy inaczej, w internecie jest się pośrednio anonimową osoba. Chcę to wykorzystać. I nawet, jeśli nikt nie będzie tego czytał, to wiem, że wyrzucę to z siebie i jest mała szansa że poczuję się lepiej ze świadomością iż inni też mogą rozumieć. Że wiedzą, rozumieją, podzielają moje przemyślenia a może nawet czują to samo.

Jestem niepoprawną romantyczką. Jestem pesymistką. Jestem totalną paplą właściwie wbrew sobie. Gadam dużo, ale o niczym, o nieistotnych rzeczach. A to męczy. Jestem trudnym człowiekiem, odzianym w kruchą skorupę wytrzymałości. Wiem że skorupa kiedyś pęknie, i obawiam się tego momentu.
Chcę walczyć z tym moim romantyzmem, bo to przynosi w większoci tylko gorycz i rozczarowanie, a jednocześnie mam gdzieś w głębi nadzieję że trafię na coś pozytywnego w moim życiu. Że rozczarowania nie będzie. Że pojawi się nutka szczęścia. Chciałam walczyć z pesymizmem, ale doszłam do wniosku że wychodzę lepiej myśąc negatywnie i pesymistycznie. Gdy myśli się pesymistycznie, zawód wydaje się być trochę mniejszy i mniej bolesny.

Nie chcę zamęczać ludzi swoimi sprawami, ale z drugiej strony mam nieodpartą chęć dzielenia się chociaż z jedną osobą swoimi problemami czy lękami. A jest ich dużo, bo mówiąc bardzo ogólnie, nie wiem, co mam zrobić ze swoim życiem. (Żyję monotonnie z dnia na dzień, czekając na koniec chwilowej ścieżki awaryjnej, wybranej na łapu-capu. Chciałabym dużo. Chiałabym usamodzielnić się, bo to już powoli przyszedł na to czas. Chciałabym zmienić coś. Ale nie wiem co, nie wiem jak. Nie mam pomysłu, o realizacji nie wspominając.)

Jestem rozdarta.

Ciężka sprawa, prawda?